Czy BMW nie są wyposażone w kierunkowskazy?

Ile razy zdarzyło się wam zostać zaskoczonym na drodze przez kierowcę auta bawarskiej firmy nagłym, niczym nie sygnalizowanym manewrem. Mi to się zdarza niemal co dzień. Doszło już do tego, ze gdy widzę BMW, to oceniam gdzie będzie najlepiej uciec – w prawo, w lewo czy może na chodnik.

Postanowiłem zgłębić to zagadnienie.
Wybrałem się do dealera BMW celem odbycia jazdy próbnej modelem tej firmy. Niemałe zdziwienie sprzedawcy wywołała moja odpowiedz na pytanie, który model chcę testować: – pierwszy wolny i zatankowany.

Nowe BMW serii 5 to naprawdę wspaniały samochód. Ma wszystko co potrzeba do sprawnej jazdy, a do tego jeszcze parę tuzinów rzeczy równie niezbędnych, co możliwość wysłania faksu z waszej komórki. Niemniej jednak, ku mojemu zaskoczeniu BMW jest wyposażone w kierunkowskazy. Posiada normalną dźwigienkę, lampy dookoła. Zacząłem zatem szukać przycisku którym można je wyłączyć, tak jak wyłączenie ESP (w BMW nazywają to DSC). Niestety nie znalazłem tegoż włącznika w aucie, jak również na długiej liście opcji.

Zdecydowałem się wiec na jazdę próbną. Nie była zbyt długa, ale dostarczyła ciekawych wrażeń. Otóż w BMW kierunkowskazy podczas jazdy naprawdę działają!  To nie żart. Specjalnie obserwowałem odbicia migaczy w karoseriach innych aut. Świecą się jak w każdym innym aucie.
Swoim zachowaniem wywołałem niedowierzanie (z przecieraniem oczu ze zdziwienia włącznie) kierowców innych pojazdów. Mam tylko nadzieję że nie potraktowali tego jako pewnik i nie zaprzestali zachowywania szczególnej ostrożności i nieufności podczas obcowania z BMW na drodze.

Jazda się odbyła, ale wróciłem do punktu wyjścia. Nasunęła mi się jedynie myśl, ze być może kierowcy Bawarskich aut celowo nie sygnalizują zamiaru skrętu. Ale to chyba niemożliwe…

Golf dla dresiarza

Volkswagen Golf GTi był i jest nadal jest ulubionym autem panów o krótkich szyjach i tępych spojrzeniach. W sumie to fajne auto, ale ma fatalną reputację. Podobnie jak Opel Calibra i wszystkie modele BMW jest też najczęściej „wiejsko” tuningowanym autem w kraju.
Na czym polega wiejski tuning – w skrócie rzecz ujmując na tym aby nasz Golf  był maksymalnie inny od pozostałych, ale nie lepszy. Efekt najczęściej jest żałosny, groteskowy i paskudny, a bywa też niebezpieczny dla innych. Tak robią osobnicy dla których słowo „wyrafinowany” kojarzy się z procesem powstawania spirytusu.

Firma Volkswagen widocznie zdała sobie wreszcie sprawę z powagi sytuacji i na zebraniu Jurgen zwracając się do innych Jurgenów rzekł: My zrobić z tym musimy coś!

I zrobili… W myśl zasady, jeśli nie da się z kimś walczyć, lepiej się przyłączyć, Volkswagen nawiązał współpracę z Adidasem tworząc Golfa GTi Adidas.
Teraz każdy zamożniejszy „kark” będzie mógł podjechać pod „dyskę” swoim oryginalnym Golfem z „zimnym łokciem” w oryginalnym dresiku i gdzie łakomym wzrokiem będą go podziwiać „blachary”. Jeśli ktoś nie rozumie w pełni sensu poprzedniego zdania, na dole zamieszczony jest mini słowniczek.

Suma summarum auto zostanie zaprezentowane publicznie podczas zlotu nad Austriackim jeziorem Wörthersee, gdzie liczba panów w luźnych strojach opatrzonych trzema paskami, w przeliczeniu na metr kwadratowy jest nawet większa niż na stadionach piłkarskich. Prezentacja Golfa Adidas na tej imprezie nada określeniu  „działać pod publikę”  nowego znaczenia.

A czym się różni Golf Adidas od innych wersji.
Posiada inny wzór felg aluminiowych, znaczki adidasa na słupkach i i tapicerkę w (jakżeby inaczej) trzy paski z logiem Adidasa. O tym czy w drzwiach i bagażniku są pokrowce i uchwyty do kijów baseballowych Volkswagen nie poinformował.

W sumie trudno mieć pretensję do Volkswagena o takie działanie, w końcu to auto dla ludu. Trudniej zrozumieć Audi promujące najnowszy model A1 w wersjach dla kibiców.
To trochę tak jakby Ryszard Rynkowski dołączył do Top-One aby spełniać się wokalnie na potańcówkach w remizie.

Słowniczek:

Kark – osoba o ilorazie inteligencji odwrotnie proporcjonalnym do obwodu klatki piersiowej. Gdy spytacie go o cokolwiek na co nie będzie miał odpowiedzi, powie K…wa!

Dyska – dyskoteka.

Zimny łokieć – jazda z otwartym oknem i wysuniętym łokciem. Spopularyzowana przez kierowców Maluchów.

Blachara – pani doskonale znająca ceny samochodów (może nosi przy sobie tabelę Eurotaxu?), opuszczająca dyskotekę w towarzystwie posiadacza najdroższego samochodu.

Komu podoba się nowy Opel Astra

Najnowsze wcielenie popularnej Astry może się podobać. Dynamiczna sylwetka całkowicie zrywająca z narysowana za pomocą ekierki poprzedniczką łączy miękkie linie w sportowy klin.

Jednak psim smakoszom z Korei Astra spodobała się chyba zbyt mocno. Ich nowa Kia Forte w wersji hatchback (nie oferowana w europie) bardzo przypomina nową Astrę szczególnie gdy popatrzymy z tyłu. Gdy popatrzymy z przodu zobaczymy Hondę Accord, ale to już inna historia…

Na prośbę jednego z czytelników zamieszczam zdjęcie przodu Kii Forte

A my narzekamy na naszą Policję…

Gazeta.pl donosi:

„Moskiewska drogówka przyznała, że jej funkcjonariusze w nocy z poniedziałku na wtorek ustawili na MKADzie (obwodnica stolicy) „żywą tarczę” z przypadkowo zatrzymanych prywatnych samochodów, by zatrzymać uciekającego im przestępcę

Mimo blokady kierowca ściganego wozu nie zatrzymał się. Przebił się przez ścianę z aut, kilka z nich uszkadzając i uciekł. W samochodach cały czas siedzieli – nie rozumiejący co się dzieje – pasażerowie. Milicjanci powiedzieli poszkodowanym właścicielom aut, że żadna rekompensata im się nie należy.”

Nasza Policja jaka jest każdy widzi, ale takiej inwencji na szczęście nie wykazuje.

Blachy i blachary

Sytuacja sprzed dwóch dni.

Podjeżdżam pod pracę. Pod budynkiem stoją kumple na fajeczku. Gdy podchodzę, pytają mnie czemu jeżdżę bez blachy, czy to mój sposób na fotoradary?

No i się zaczęło.

Gdy już dotarło do mnie, że faktycznie po rejestracji nie ma śladu, nie licząc fragmentu ramki która ją niegdyś trzymała, postanowiłem poprosić wszechwiedzące bóstwo o pomoc.

Dzięki bóstwu (www.google.pl) znalazłem przepis który mówi że mam się zgłosić do Urzędu Komunikacji w miejscu rejestracji, z dowodem rejestracyjnym, kartą pojazdu i ocalałą tablicą, i za jakiś (kwestia sporna) czas dostanę duplikat.

Proste, ale mój kłopot polegał na tym, że właściwy Wydział Komunikacji znajduje się 450km od domu. Dodatkowo doczytałem że najlepiej od razu zgłosić kradzież na Policji. Ok, nie ma sprawy. Zwolniłem się z pracy, pojechałem na najbliższą miejscu zamieszkania komendę.

Pan Policjant stanowczo odradził mi zgłoszenie, twierdząc że od momentu zgłoszenia będę non stop zatrzymywany przez patrole (kierujące się przekonaniem że ja mam tą skradzioną tablicę) i dodatkowo za każdym razem będę płacił mandat, bo zaświadczenie z policji nie uprawnia mnie do jazdy?! bez tablicy. No tak…

Wróciwszy pod dom obszedłem okolicę w nadziei znalezienia tablicy. Po „blaszce” ani śladu. Dorobiłem więc wraz  z żoną tablicę z papieru( pełnowymiarowa i w kolorze, a jakże!!), zalaminowaną na czas gdy będę jechał 450km do Urzędu Komunikacji.

I oto nadeszło natchnienie…

W sobotę dokonaliśmy uroczystego, pierwszego od dość długiego czasu przejazdu przez myjnię automatyczną. Może tam… Wykonałem serię telefonów do myjni i udało mi się ustalić, że to jest myjnia ręczna, a oni nie udzielą mi informacji ponieważ nie mają łączności!! z myjnią automatyczną. No nic. Pofatygowałem się sam – po nocy, chyłkiem i powoli coby nie narazić się panom w oznakowanych samochodach. Okazało się, że „blaszka” grzecznie czekała w biurze pana obsługującego myjnię – wielkie dzięki!! – jeszcze tylko wyprawa do supermarketu po ramkę, browarek na uczczenie znaleziska i sprawa załatwiona. Znowu, legalnie, poruszam się po drogach.

Serdecznie dziękuję panu z myjni – nie znam z imienia i nazwiska – przy stacji benzynowej Neste na Żoliborzu, przy zjeździe z Trasy Toruńskiej. Dzięki jego uprzejmości ominęły mnie spore wydatki o straconych nerwach i dniach urlopowych na uganianie się po Urzędach nie wspomnę.